Przejdź do treści

Jura z Częstochowy

Ogrodzieniec, Mirów i Góra Zborów jako bliski wypad z Częstochowy

Z Częstochowy Jura zaczyna się od razu na południe od miasta. Najbliższe warownie i skały są na wyciągnięcie, a Ojców i Kraków dokładaj tylko wtedy, gdy masz drugi dzień i nie żal ci kierownicy.

Co jest pod bokiem

Częstochowa siedzi na północnym krańcu Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Stąd na Zamek Ogrodzieniec jest wyraźnie bliżej niż z Krakowa. Mirów, Bobolice i Góra Zborów koło Kroczyc też leżą w zasięgu jednego dnia, jeśli nie próbujesz dodać do tego Ojcowa.

Olsztyn jurajski i dalsze ruiny na samej północy bywają jeszcze bliżej, ale na tej stronie opisujemy przede wszystkim oś, którą da się oprzeć na istniejących hasłach: Ogrodzieniec, Kroczyce, Zawiercie. Nie wymyślam planu wokół obiektów, których tu jeszcze nie ma.

Dojazd

Jedziesz na południe. W sezonie sobotni wyjazd z miasta na Podzamcze jest prostszy niż powrót z Krakowa przez całą Jurę. Zostaw Ojców ludziom, którzy tam nocują. Ty masz zamki w bliższej połowie szlaku i szkoda tego marnować na tranzyt.

Bez auta: pociąg albo autobus w stronę Zawiercia i dalej lokalnie. Rozkład sprawdzaj tego dnia, nie z pamięci wakacji. Jura bez samochodu. Zimą lokalne drogi do wsi pod skałami bywają gorzej przejezdne niż wyjazd z Częstochowy. Jura zimą.

Jeden dzień

Najuczciwszy dzień: Ogrodzieniec rano, potem jeden punkt z pary Mirów albo Bobolice, i powrót. Góra Zborów zamiast drugiego zamku, jeśli wolisz iść niż stać na dziedzińcu. Oba naraz, plus jeszcze pustynia, to już nie dzień z Częstochowy, tylko przeprowadzka.

Pętla Ogrodzieniec pieszo mieści się popołudniu, jeśli rano byłeś na zamku krótko albo wcale. Nie dokładaj do pełnej pętli jeszcze Bobolic. Nogi i światło skończą się jednocześnie.

Skały Góry Zborów, bliski cel z Częstochowy

Zdjęcie: rezerwat Góra Zborów, fot. Tomasz2706, CC BY 4.0, Wikimedia Commons.

Dwa dni i rower

Drugi dzień warto spędzić na skale albo na przejeździe, nie na gonitwie do Krakowa. Noc w Podzamczu: Poziom 511, Pod Lilijką, Pokoje przy Zamku. Noc przy Bobolicach: Hotel Zamek Bobolice. Noc bliżej skałek: Zajazd Jurajski w Podlesicach. Wybór: gdzie spać przy zamku.

Rowerzyści z Częstochowy mają tu realny start Szlaku Orlich Gniazd, nie dowozówkę przez pół województwa. Szlak rowerem i Jura rowerem. Film poniżej to przejazd szlakiem nagrany jako długa wyprawa, z zahaczeniem o park narodowy. To nie jest trasa na jedno popołudnie po pracy.

Kolejność zamków

Z Częstochowy jedź najpierw na ten zamek, który jest najbliżej i na który najbardziej ci zależy. Zwykle jest to Ogrodzieniec. Bobolice zostaw na drugą połowę dnia albo na drugi dzień. Ojców i Pieskowa Skała to już wyprawa na południe, bliższa logiką wyjazdowi z Krakowa niż lokalnemu wypadom. Z Katowic plan wygląda podobnie na północy, ale dojazd jest inny: Jura z Katowic.

Szlak Orlich Gniazd rozpisuje wersję na jeden i dwa dni bez względu na miasto. Z Częstochowy po prostu zaczynasz od góry mapy, nie od dołu.

Sezon i dzieci

Jesienią skały koło Kroczyc są spokojniejsze niż w wakacje, a błoto jest prawdziwe. Buty, nie białe sneakersy. Jura jesienią. Z dzieckiem jeden zamek i jeden krótki spacer. Jura z dzieckiem. Deszcz na wapieniu: Jura gdy pada.

Nie próbuj „zrobić całej Jury”, bo mieszkasz najbliżej jej północnego końca. To jest atut, nie powód, żeby gnać na drugi kraniec i wracać zły. Mapa, zamki, atrakcje, noclegi, Jura na weekend.

Pieszo i na skały

Z Częstochowy najłatwiej połączyć zamek ze skałą, bo Góra Zborów i Kroczyce nie wymagają przeprawy przez całe województwo. Jura pieszo zaczyna się tu realnie po krótkim dojeździe. Wejdź na zamek, zjedz, idź krótszy odcinek, wróć. Nie dokładaj do tego jeszcze Ojcowa, bo wtedy pieszy fragment wypada jako pierwszy, gdy ktoś powie, że „już późno”.

Podlesice i zajazd mają sens, gdy nocujesz przy skałkach, nie przy rynku w Częstochowie. Rano jesteś przy rezerwacie. Wieczorem nie stoisz w mieście i nie udajesz, że „Jura jest za rogiem”, skoro właśnie wróciłeś do bloku. Zajazd Jurajski jest po to.

Pies, para, deszcz

Jura z psem na północy jest prostsza niż w parku narodowym, ale i tu obiekt może powiedzieć „nie”. Zadzwoń. Z dzieckiem skałki bywają ciekawsze niż drugi dziedziniec, pod warunkiem że dziecko ma buty i nie jest to pierwsza godzina po długim obiedzie, gdy wszyscy są senni.

We dwoje Częstochowa daje rzadki luksus: da się wyjść po południu w tygodniu i być na murach bez brania urlopu na dojazd. Jura we dwoje. Użyj tego w październiku, gdy tłum z wakacji już zszedł, a lód jeszcze nie siadł. Jura jesienią.

Gdy pada, nie idź między Mirowem a Bobolicami „bo blisko i jakoś będzie”. Będzie ślisko. Zostań na Ogrodzieńcu albo skróć wyjście. Jura gdy pada.

Czego nie robić tylko dlatego, że jest blisko

Bliskość kusi, żeby dokładać punkty. „Skoro jesteśmy, wpadnijmy jeszcze”. To zdanie psuje więcej wyjazdów z Częstochowy niż korki. Ustal rano dwa miejsca. Trzecie tylko wtedy, gdy pierwsze dwa zajęły mniej czasu, niż zakładałeś, i wszyscy jeszcze chcą wysiąść z auta. Jak ktoś milczy, wracajcie. Jura zostanie na przyszły tydzień. Z tego miasta naprawdę da się wrócić.

Niedzielny powrót jest krótki, więc ludzie zostają za długo i ostatnie zejście robią o zmierzchu. Nie rób tego zimą. Latem też nie rób tego na mokrej skale. Zamek oglądany z latarką w telefonie wygląda gorzej niż ten sam zamek o piętnastej, gdy jeszcze widać, gdzie stawiasz stopę.

Jedzenie po drodze

Między Częstochową a Podzamczem są miejscowości, w których da się zjeść, i odcinki, na których nie ma nic poza lasem. Nie zakładaj baru pod każdą skałą. W tygodniu poza sezonem część budek przy zamkach stoi zamknięta. Weź wodę. Jak zostajesz na noc w Podlesicach albo w Bobolicach, dopytaj, czy kolacja jest w obiekcie, czy masz jechać do wsi. Głód po zejściu ze skały psuje ocenę miejsca, które samo w sobie było dobre.

Polecane miejsca